sobota, 1 listopada 2008

Absolutely determined not to be beaten… (I z II).

Napastnik może rozegrać kiepski mecz, a mimo to jeden jedyny celny strzał może uczynić z niego bohatera kolejki. Bramkarz może rozegrać mecz świetny, a mimo to jeden jedyny błąd może uczynić go ojcem porażki.
W ostatnich „derbach polski” bramkarz Wisły Kraków Mariusz Pawełek popełnił o jeden błąd więcej, niż golkiper Legii Warszawa Jan Mucha. Nie uczyniło to zeń wprawdzie ojca porażki, wystarczyło jednak do tego, by to warszawski Słowak został okrzyknięty bohaterem meczu.
Czy słusznie – oceńcie sami:



Komentatorom chodziło tu o interwencję Tomasza Kuszczaka jeszcze z czasów, gdy ten bronił barw West Bromwich Albion:



Po tym meczu koledzy Kuszczaka mówili podobno, że jego interwencja wcale nie była najwyższego sortu, bo ten piłkę jedynie odbił, a przecież powinien złapać. W tym korespondencyjnym pojedynku zwycięża więc Pawełek. Pawełek piłkę złapał.
Jeśli natomiast wziąć się za uogólnienia, ostatnimi laty większe szczęście do bramkarzy miała chyba jednak Legia. Dość powiedzieć, że dwóch najlepszych polskich „keeperów” – Boruc i Fabiański – to właśnie byli zawodnicy stołecznego klubu. Na 8 sezonów trzeciego tysiąclecia, w 5 przypadkach to Legia koniec końców traciła mniej bramek (choć wiadomo – broni nie tylko bramkarz), a jedynie 3 razy górą w tym elemencie była Wisła. Niemniej w tym samym okresie Legia zdobyła tytuł mistrza Polski jedynie dwukrotnie, podczas gdy Wiśle sztuka ta udała się aż 5 razy.
Przeczy to tezie, że dobry bramkarz może w pojedynkę wygrać mecz. Otóż tak długo, jak nie rusza się z własnego pola karnego – nie może. Może go co najwyżej nie przegrać. Natomiast bramkarzy, którzy rzeczywiście byli w stanie dokonać rzeczonej sztuki przypominam sobie dwóch.
Pierwszy z nich to wieloletni bramkarz reprezentacji Paragwaju José Luis Chilavert. W barach szeroki niczym lokomotywa ET41, budził wśród przeciwników strach gdziekolwiek tylko się pojawił. Gdy zaś wydawało mu się, że go nie budzi, potrafił nadrobić braki na przykład plując na przeciwnika. (Jedną z osób, które miały okazję przekonać się o konsystencji wydzielin organizmu Chilaverta był Roberto Carlos). Chilavert potrafił też jednak wziąć sprawy w swoje kończyny i jeśli trzeba – przysmerfować celnie nawet z 60 metrów:



Całkowitym przeciwieństwem Chilaverta był z kolei meksykanin Jorge Campos. I jemu zdarzało się zapuścić na pole karne przeciwnika: działo się tak głównie dlatego, że przez wiele lat nie mógł się zdecydować, czy powinien grać na pozycji bramkarza, czy napastnika. Campos słynął też z niezwykle oryginalnych, kolorowych strojów, które miały budzić strach u jego przeciwników. Jeśli to prawda, ludzie w latach ’90 musieli bać się bardzo dziwnych rzeczy. Campos niespecjalnie miał jednak wybór: strachu samą posturą nie może budzić ktoś, komu „w barach” do Chilaverta brakuje około metra. Mając 175 cm wzrostu (dane oficjalne, choć „na oko” nieco zawyżone) trudno nawet uciekać się do plucia, tym samym ryzykuje się bowiem, że przeciwnik zechce się w jakiś nieformalny sposób odwdzięczyć.
Panie i panowie! Gigant północnoamerykańskich pół karnych w akcji:



Wojciech Fenrich w ramach projektu społecznego Euro 2012

piątek, 31 października 2008

Plan wykonano…?

Upłynął już dzień, na który czekała prawie cała Polska. Dzień, w którym odbyło się Sprawozdawczo-Wyborcze Walne Zgromadzenie PZPN… „Hurra!” wypadałoby zakrzyknąć „Stare odeszło, nadeszło nowe!”… ale jednak jakoś krzyczeć się nie chce.

Oczywiście ci, którzy spędzili wyborczy czwartek śledząc relacje z warszawskiego Sheratona niedosytu czuć nie powinni. Działo się całkiem sporo: czasem było ostro, czasem śmiesznie („Dokonano gwałtu na samorządności pozarządowego stowarzyszenia. Najbardziej odrażające jest to, że dokonano tego gwałtu na dziewięćdziesięcioletnim staruszku”) , a czasem wręcz rodzinnie. Nie udaje mi się jednak pozbyć przytłaczającego uczucia, jakby w pewnym momencie miał ktoś wejść na mównicę i zakomunikować komuś innemu, że „plan wykonano”. Oczywiście wśród braw, pochwalnych okrzyków, uścisków dłoni i gratulacji „na misia”.

Ten, kto spodziewał się po wyborach jakiegoś innego wyniku niż przytłaczające zwycięstwo Grzegorza Laty musiał albo mieć marne pojęcie o relacjach w PZPN, albo być niepoprawnym optymistą. Taki wynik można było spokojnie typować już na wiele miesięcy wstecz. Jedyną niewiadomą był pełen skład Zarządu PZPN. Dla zainteresowanych przytoczę go w tym miejscu: prezes - Grzegorz Lato; wiceprezes ds. organizacyjno-finansowych - Rudolf Bugdoł; wiceprezes ds. szkoleniowych - Antoni Piechniczek; wiceprezes ds. zagranicznych - Adam Olkowicz; wiceprezes ds. piłkarstwa amatorskiego - Jan Bednarek, wiceprezes ds. piłkarstwa profesjonalnego - Janusz Matusiak;

Jacek Masiota (na wniosek klubów Ekstraklasy);
Ryszard Adamus (na wniosek klubów 1. ligi);

Kazimierz Greń; Henryk Klocek; Stefan Antkowiak; Ireneusz Serwotka; Zdzisław Drobniewski; Witold Dawidowski; Stefan Majewski; Mirosław Malinowski; Zbigniew Lach; Edward Potok.

Na omawianie poszczególnych nazwisk nie ma w tym momencie czasu, ani miejsca – warto jednak zauważyć pewną rzecz: Otóż wybory do Zarządu wyraźnie pokazały, że polską piłką rządzi tzw. "teren" , a profesjonalne kluby do powiedzenia mają zgoła niewiele – najlepszym tego świadectwem było odrzucenie kandydatur na wiceprezesów przedstawionych przez kluby właśnie. Żeby obserwatorzy „reform” w PZPN nie byli jednak w zbyt wielkim szoku wywołanym gwałtownością przemian w Związku, profilaktycznie pozostawiano na stanowisku dotychczasowego sekretarza generalnego Zdzisława Kręcinę (lub, w zależności od chwilowych okoliczności Zdzisława K. – nigdy nie wiadomo czy i kiedy ponownie „starci on nazwisko”). Miał on najbardziej merytoryczne i zaangażowaneprzemówienie w dniu wyborczym - co trzeba przyznać.

Tyle sprawozdawstwa. Teraz wypadałoby się trochę zastanowić cóż „zmiany” w PZPN oznaczają. Wiadomo więc, że „zmiany” w schematach funkcjonowania samej piłkarskiej centrali będą głównie symboliczne. Trzeba postawić pytanie czy zmieni się radykalnie sytuacja trenera Beenhakkera. Od wielu lat Grzegorz Lato, wraz z innym członkiem Zarządu, trenerem Piechniczkiem należą do forpoczty zwolenników tworu zwanego Polską Myślą Szkoleniową. Pamiętając też o tym, ze Lato holenderskiego selekcjonera naszej kadry nie znosi także na gruncie osobistym, trudno wróżyć temu drugiemu komfortowe warunki pracy. Zwłaszcza, że Grzegorz Lato ma też coś do udowodnienia dziennikarzom, którzy optowali za zagranicznym trenerem (ile osób pamięta jak po nominacji Beenhakkera obecny pan prezes PZPN krzyczał w stronę zgromadzonych dziennikarzy.........?)

Jakiekolwiek potknięcia Holendra mogą skutkować nagłym zwolnieniem i objęciem ławki trenerskiej przez np. Stefana Majewskiego (tak, Członka Zarządu PZPN, i tak, tego samego, który będąc zwany „doktorem” pozbył się z Cracovii wszystkich z grubsza kreatywnych piłkarzy spuszczając ją na ostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy).

Cóż jeszcze oznacza taki wybór? Michał Listkiewicz może się pożegnać że wymarzonym stanowiskiem pełnomocnika UEFA ds. Euro 2012 ?. Władze europejskiej i światowej piłki wyraźnie życzyły sobie obsadzenia ważnych stanowisk w naszym futbolu przez ludzi akceptowanych przez polski Rząd. Takie oczekiwania zresztą zostały wyraźnie wyrażone przez delegata UEFA na Zjazd PZPN, pana Surkisa. Oczywiście działacze odebrali to jako zamach na ich samorządność i na przekór wszystkim (FIFA, UEFA, Rządowi, opinii publicznej, zdrowemu rozsądkowi itp… ) zrobili to co mieli w planie, czyli wybrali pana Latę.

Stanowisko z ramienia UEFA dostanie więc pewnie Boniek, jako nie tylko posiadający dobre kontakty i akceptowany przez opinię publiczną (pomijając już fakt osobistych relacji z szefem UEFA Michelem Platinim), ale chyba przede wszystkim jako swoisty karcący klaps dla „niepokornych” polskich działaczy. Wydaje się także, że wielce prawdopodobne będzie dalsze redukowanie do inicjałów nazwisk wielu prominentnych osób związanych z polską piłką. Elekcja Grzegorza Laty to bowiem także swoisty policzek dla władz. Dla nich zaś, jedyną możliwą reakcją jest intensyfikacja działań prokuratury, CBA i Policji. Możemy się więc spodziewać w najbliższym czasie kilku spektakularnych zatrzymań. A cóż oznacza taka a nie inna sytuacja w PZPN dla organizacji Euro 2012? Na pewno to, że pan Grzegorz Lato musi się sporo nauczyć.

Wczorajsze faux pas polegające na sugerowaniu, że wobec problemów organizacyjnych na Ukrainie Polska może zorganizować turniej z Niemcami, stanowi tego znamienny przykład. Należy to bowiem powiedzieć jasno i wyraźnie – nie ma takiej możliwości. Polska i Ukraina aplikowały o organizację Mistrzostw Europy 2012 razem – i tylko razem taki turniej mogą zorganizować.

Na koniec, żeby było zabawniej, warto jeszcze wspomnieć o tym, że być może wybory w PZPN zostaną unieważnione, a cyrk wyborczy zacznie się od nowa. Właściwie nie powinno zaskoczeniem dla nikogo, że skutkiem bałaganu prawnego ktoś (jak np. pan Cacek – właściciel Widzewa, delegat Cracovii [sic!]) może podważać ważność wyborów.
Szczególnie w sytuacji, gdy jest to ktoś związany z przegranym Zbigniewem Bońkiem. Pytanie tylko czy warto jeszcze grzebać w „betonowym bagnie”? Może warto poczekać na to jak będzie działać nowy prezes (albo jego współpracownicy, bo sam z pewnością zdziała niewiele). Wiadomo jednak jedno: jakoś tak się składa, że zawsze po lecie przychodzi jesień. Miejmy nadzieję, że tym razem Lato nie oznacza nadejścia rychłej jesieni dla polskiej piłki.


Maciej Rybicki – koordynator Pilnujemy Euro 2012 we Wrocławiu

czwartek, 30 października 2008

Nowy Prezes PZPN. Grzegorz Lato.

Grzegorz Lato otrzymał w pierwszej turze 57 głosów i został Prezesem PZPN. Wymagana większość wynosiła 57 głosów.

Wybory. Wybory na Prezesa PZPN.

Już dzisiaj wybory na Prezesa PZPN. Przypominamy wypowiedź odchodzącego Prezesa Michała Listkiewicza w kontekście Euro 2012, a także dalszych planów odchodzącego Prezesa. Przepraszamy ja jakość nagrania.



Dzisiaj dowiemy się kto został następnym Prezesem PZPN:

Zbigniew Boniek
Tomasz Jagodziński
Zdzisław Kręcina
Grzegorz Lato

Kandydatów 4, Prezesem zostanie 1.

środa, 29 października 2008

Droga do przyznania Polsce i Ukrainie Euro 2012. Kalendarium.

Finały Piłkarskich Mistrzostw Europy to bardzo prestiżowa impreza, o czym może świadczyć fakt iż kandydaturę do ich organizacji władze Polski i Ukrainy musiały złożyć 4 lata przed oficjalną decyzją UEFA oraz 8 lat przed EURO.

W dniach 26-28.09.2003 we Lwowie spotkały się władze zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) oraz władze Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej (FUU Федерація Футболу України), by zgłosić wspólną kandydaturę tychże państw do organizacji zawodów.

Pod koniec stycznia 2005 roku (31) do Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) trafia oficjalny wniosek PZPN-FUU.

Oficjalne zgłoszenia przesłało 8 krajów: Azerbejdżan, Chorwacja/Węgry, Grecja, Polska/Ukraina, Rosja, Rumunia, Turcja i Włochy.

8 listopada 2005 Polska/Ukraina wraz z trzema innymi kandydatami (Włochy, Chorwacja/Węgry, Turcja, Grecja) przechodzi do II fazy procedury zgłoszeniowej.

We wrześniu 2006 przyjeżdżają do Polski inspektorzy UEFA, 17 kwietnia 2007roku w Cardiff następuje finałowa prezentacja kandydatur do Euro 2012 przed Komitetem Wykonawczym UEFA, a następnego dnia większością głosów (Polska/Ukraina-8, Włochy-4, Chorwacja/Węgry-0) Polska/Ukraina zostaje gospodarzem UEFA EURO 2012

W Polsce zostały wytypowane 4 miasta do przeprowadzania imprez związanych z EURO: Warszawa, Gdańsk, Poznań i Wrocław. Na Ukrainie są to: Donieck, Dniepropietrowsk, Kijów i Lwów.

Zarówno w Polsce jak i na Ukrainie wytypowano po 2 miasta rezerwowe. W Polsce są to Chorzów i Kraków, na Ukrainie Charków i Odessa.

Hanna Stadnik w ramach projektu Pilnujemy Euro 2012

wtorek, 28 października 2008

Chodzi o piłkę, rywalizację i dobrą zabawę …

Kolejna afera korupcyjna, niewybudowana autostrada, klepisko zamiast boiska czy wybory w PZPN -te wydarzenia przyćmiewają w Polsce rzeczywistego ducha Euro. I to nie tylko mistrzostw, które wspólnie z Ukrainą nasz kraj zorganizować ma za 4 lata, ale i tych które już za nami, jak również przyszłych. A rzecz jest prosta … chodzi o piłkę, rywalizację i dobrą zabawę.

W ostatnim czasie, na skutek plotek, które sami puszczamy w europejską przestrzeń jakoby miano nam odebrać organizację Euro, odbieram wiele telefonów od znajomych z zagranicy z zapytaniem, co takiego dzieje się w moim kraju, iż co chwilę drżymy o to, czy mistrzostwa będą odbywały się w Polsce i na Ukrainie. Przyjaciele pytają, czemu zamiast promować idee fair play, wspólnego kibicowania oraz przedstawiać swój kraj, opowiadamy wszystkim o coraz to nowych przeciwnościach losu, które nieuchronnie pchają nas do katastrofy. A potem zaczynają się dobre rady, co zrobić, aby Euro w Polsce okazało się sukcesem.

Oto kilka z nich:

· Zacznijcie działać wspólnie

· Korzystajcie z doświadczeń innych krajów

· Wykorzystajcie Euro jako szansę dla promocji waszego kraju, regionu, waszej kultury i sztuki

· Pamiętajcie, że zawsze możecie liczyć na pomoc sąsiadów

· Stwórzcie perspektywę rozwoju infrastrukturalnego kraju a nie okolic stadionów

· Pamiętajcie, że mistrzostwa nie trwają wiecznie i nie ma potrzeby budowania Koloseum

· Zorganizujcie mistrzostwa we Włoszech ;)



Po krótkich rzeczowych rozmowach z przedstawicielami krajów Północy i długich sporach z Południowcami, zawsze udaje nam się dojść do konkluzji: nieważne jaka w czasie mistrzostw będzie w Polsce pogoda, kto wygra a kto uznany zostanie za największego przegranego, liczyć się będą niezmiennie rywalizacja i dobra zabawa.

Magdalena Mike, pełnomocnik i koordynatorka Pilnujemy Euro 2012 w Chorzowie, Katowicach.